Recenzja ze "Wspólnej chemii", najnowszej powieści autora, napisana przez Krzysztofa Masłonia i opublikowana w "Magazynie Litercakim KSIĄŻKI".
„Nie sztuka pisać powieści podobne jedne do drugich” – powiedział w jednym z wywiadów Witold Horwath i deklarację tę potwierdza „Wspólną chemią”. Powieścią, powiedzmy od razu, nie najwybitniejszą w dorobku autora „Seansu” i „Ultra Montany”. Bo też, jak sądzę, autor nie stawiał przed sobą w tym wypadku nazbyt zawyżonych wymagań. Chciał napisać książkę o małżeńskiej miłości, zdradzie i pojednaniu. Przy okazji popełnił książkę o kobiecości, z jednej strony antyfeministyczną, bo trudno o głupszą istotę niż Justyna ze „Wspólnej chemii”, a z drugiej oddającą autorski hołd (jeszcze jeden) złożony drugiej płci.
Uczucie Adama, powieściowego partnera Justyny, jest tego rodzaju, że za miłość – i to fizyczną – tej jednej, jedynej gotów jest ponieść największe ofiary. W zamian za co? No cóż, uczucia nie da się zmierzyć ani zważyć, choć w trakcie lektury padałem na plecy z zachwytu nad cierpliwością bohatera. Oczywiście, zadać wypadałoby pytanie, o czym bohater będzie rozmawiał ze swoją ukochaną, gdy będzie już miała zmarszczki na szyi, celulitis, i wciąż trzecią klasę wieczorówki liceum do zrobienia. Można nawet wziąć pod uwagę i taką możliwość, że cały ten, nie z tej ziemi, związek Adama z Justyną, u podstaw ma jego ekspiację za zrobienie dziecka 14-letniej dziewczynie.
Witold Horwath we „Wspólnej chemii” rozprawia się z lansowanymi przez niektóre pisma dla pań modami, a to na feng shui, to znów wróżbiarstwo, psychoanalizę, kreatywny rozwój, czakramy, bioenergoterapię, diety cud itp. Cóż, bohaterka „Wspólnej chemii” jest takim produktem tych właśnie kolorowych pism. Przebyła drogę od „Bravo”, z którego dowiedziała się ile powinna mieć orgazmów, do „Cosmopolitan”, gdzie dostała radę, co robić, gdy mąż zdradza. Dało jej to tyle, że o mało rzeczywiście mąż jej nie zdradził, sama trzykrotnie przeżyła żałosne, zupełnie niepotrzebne przygody z podtekstem erotycznym i o mało nie zniszczyła prawdziwej miłości, krzywdząc siebie, męża i córkę. No ale może myśleć, że jest oczytaną, nowoczesną kobietą a nie głupią gąską z Pcimia. Którym to sformułowaniem, rzecz jasna, urąga Pcimowi.
Jirafa Roja, Warszawa 2006, s. 168, 24 zł, ISBN 83-89143-55-0